BÓL GŁOWY

Znowu coś się popsuło. Znowu jest nie tak…
Nigdy nie może być choć na chwilkę dobrze. Gdy pierwszego dnia otrzymuję wiadomość, że zakwalifikowali mnie do protonoterapii, następnego dnia mam silne bóle głowy, wymiotuje. Dzień i noc. Nie pomaga żadna tabletka, morfina, lekarz…Nikt nie mógł pomóc.
Co się dzieje?
Gdy bardzo bolały mnie nogi, to moja rodzinna dała skierowanie na rezonans, bo stwierdziła, że to mogą być przerzuty. No i nie pomyliła się. Teraz jak do niej wróciłam
z bolącą głowa, zasugerowała, że to znowu może być przerzut do mózgu.
Boże kochany, tak bardzo się boję, tak bardzo bym chciała, żeby teraz się pomyliła…

Gdy po kilku dniach nie przeszło, a ja już byłam całkiem otępiała od tych prochów, dr dała skierowanie na MRI głowy z kontrastem, badania krwi. A tu kolejne zaskoczenie- terminy kilkumiesięczne. I na nic prośby, że ja jestem chora no nowotwór wewnatrz rdzenia, że nie mam czasu tak długo czekać, nikogo to nie obchodziło. Zadzwoniłam więc do Medicusa do Lubina. W zeszłym roku tam dość szybciutko mnie przyjęli, ale problem-tylko prywatnie!
- Matko, przecież to cała moja renta!
I tu z pomocą przyszła moja kochana siostra.
- Masz i nie dyskutuj.
- Laurka, ale to kupa kasy, nie mogę tak, jakoś. W dodatku rok szkolny, a Ty masz tyle wydatków na dzieci.
- Oj tam wydatki. Poradzimy sobie sis.
Taka byłam jej wdzięczna, tak mi ciepło się wokół serca zrobiło. Och Laurka…
Na środę mnie zapisali. Cały wtorek i noc z wtorku na środę zwracałam. Nie nadążali wymieniać mi misek. Byłam tak wyczerpana bólem, że nad ranem usnęłam. Nie dane mi było odpocząć, bo rezonans.
Pojechaliśmy, a teraz czekam na wyniki. Płytkę dostaliśmy, a opis będzie w poniedziałek na maila.
W poniedziałek jadę do Charite do Berlina. Niby to nie jest daleko, lecz droga przez te remonty bardzo się dłuży.Tak bardzo się cieszę, że w końcu coś się ruszyło. W Pl moja onkolog mówi, że wyścółczaki się nie przerzucają, ale to nieprawda, Ja jestem tego dowodem. Poza tym dr z Charite wytłumaczyła mi, że jak najbardziej. Do węzłów, do mózgu, a nawet na skórę.
Wystraszyłam się bardzo.
Dzięki wielu staraniom Moniki i Jej męża Maika, lekarz od protonoterapii chce mnie zbadać już w poniedziałek, chce zobaczyć, co można jeszcze uratować, jakiej jeszcze pomocy oczekuję. No i najważniejsze, dowiem się jak chcą mnie leczyć i ile to będzie kosztowało? A może uda się jeszcze coś zrobić z tym pierwszym dziadem? Ale, żeby ich nie denerwować i nic już nie zapeszać, to w trakcie lecenia z nimi porozmawiam.
No to do poniedziałku…

Nawigacja po wpisie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *